To, co najważniejsze

W miniony czwartek ze smutkiem przyjęłam wiadomość o śmierci naszego księdza proboszcza. I nie jest to pusta formułka „ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość… bla bla”. Był to człowiek, którego znałam niemalże od urodzenia, z którym czułam się w pewien sposób związana i choć wiedziałam, że od lat zmaga się ze śmiertelną chorobą, to ta wiadomość mnie zaskoczyła. Dziękuję za to, że mogłam pożegnać się z Nim przed pogrzebem, za to, że mogłam usłyszeć odczytywane słowa pożegnania, które po sobie pozostawił i które były dla mnie wyjaśnieniem i pogodzeniem się po ostatnim nieporozumieniu, jakie między nami zaistniało – tak, że nie zostałam sama z myślą, że byłam na niego trochę obrażona, a teraz on odszedł…

Nie potrafiłam tej wiadomości przekazać domownikom i chyba bym wybrała najgorszą opcję z możliwych, czyli czekanie aż sami się o tym dowiedzą z parafialnych ogłoszeń, gdyby nie to, że zostałam poproszona o śpiewanie w chórze na uroczystościach pogrzebowych i musiałam iść wieczorem na próbę. No bo jak to powiedzieć? „Proboszcz umarł”? „Proboszcz nie żyje”? Jakie to obcesowe.

Zaraz po tym, jak przeczytałam tę wiadomość na ekranie komputera, nie byłam w stanie dłużej patrzeć w monitor – położyłam się do łóżka i myślałam o tym, co się wydarzyło. A moi nieświadomi niczego domownicy sprzeczali się w tym czasie o jakieś nieproporcjonalnie błahe sprawy. Nie mówiąc już o tym, jak bardzo irytowały mnie wesołe przyśpiewki w domu, kiedy wróciłam do niego zaraz po ucałowaniu trumny.

Takie „głupoty” drażnią w zderzeniu z czyjąś śmiercią, kiedy chciałoby się pogrążyć w zadumie, uczcić jakoś pamięć zmarłego i przeżyć swój smutek.

Mam nadzieję, że nikt z Was nie musi przeżywać tych Świąt na smutno, kiedy kolędy nie cieszą, a puste miejsce przy stole nabiera zupełnie nowego wymiaru.

Piszę to, aby zwrócić uwagę na to, że czasem rzeczy błahe przyćmiewają to, co najważniejsze, szczególnie w święta. Postarajmy się to Najważniejsze wydobyć, przeżyć je z Bogiem, zdając sobie sprawę z ich prawdziwej istoty. Postarajmy się przemyśleć dziś to, co wydarzyło się w Betlejemskiej stajence ponad 2000 lat temu i tak przeżyć te święta, aby nie skończyło się to wszystko na kilku wzruszeniach, ale by nasz wzrost duchowy był trwały dzięki Temu, który był Bogiem, ale zszedł jako Człowiek na ziemię. Dla nas.

Reklamy