Walentynki czy dzień świra?

20%.

To dużo czy mało?

20% Polaków.

Co piąty z nas.

Właśnie tyle zmaga się z różnego rodzaju chorobami, zaburzeniami, dolegliwościami psychicznymi. Mimo to o takich osobach się nie słyszy i nie mówi, a jeśli się mówi, to jako o kimś gorszym od nas – idealnych, a przede wszystkim NORMALNYCH. Nie mówi się o tych przypadłościach również ze strachu przed odrzuceniem i stygmatyzacją, bo co powiedzą ludzie? A nawet i wśród samych dotkniętych tymi przypadłościami patrzy się z wyższością na tego, kto „ma gorzej”, nie jak na osobę jadącą bądź co bądź na tym samym wózku.

Ja też czasem patrzę na tych ludzi z góry, nazywam głupim kuzyna-alkoholika, któremu na starość pomieszało się w głowie. O ile więcej wrażliwości na drugiego człowieka było we mnie kilka lat temu, kiedy starałam się go zrozumieć. Chciałam wtedy mu pomóc. Potem zrozumiałam, że jemu pomóc się nie da, bo on nie chce zrobić nic, żeby wyjść z nałogu. Ale wraz z chęcią pomocy zniknęła gdzieś moja empatia, a na jej miejscu pojawiła się wyższość i jakaś nuta pogardy. A czy mamy prawo oceniać tego starszego człowieka, o którym tak naprawdę nie wiemy nic? Nie wiemy, skąd przyszedł ani jak doszedł to tego miejsca.

Albo czy mamy prawo oceniać dziewczynę, która wychowywała się jako córka pijaka i awanturnika i teraz jest trochę „zdziwaczała”? Ileż to osób nazywa ją głupią, nienormalną, czy niedorozwiniętą, nie wspominając o epitetach, których powtórzyć tu nie wypada. A może wystarczyłoby się odrobinę na nią otworzyć, nie szufladkować, tylko spróbować ją taką pokochać…

Któregoś dnia w minionym roku na moim ulubionym blogu rzucił mi się w oczy tytuł „Ciemna strona walentynek”. Zaciekawiona kliknęłam artykuł w obawie, że zaraz okaże się, że walentynki są jakimś kolejnym szatańskim wymysłem. Okazało się jednak, że chodzi o ciemniejszą stronę samego świętego, no i znów spodziewałam się jakichś mrocznych aspektów jego życiorysu. Nic z tych rzeczy. Chodziło bowiem o to, że św. Walenty ma w swojej opiece nie tylko zakochanych, jak to się powszechnie sądzi, ale również osoby cierpiące na choroby psychiczne, nerwice, a także epileptyków.

W tym dniu chcę przypomnieć o wszystkich tych, którzy cierpią na różnego rodzaju dolegliwości psychiczne. Mniejsze i większe.

Dużo ludzi sądzi, że gorszy jest ten, kto korzysta z pomocy psychologicznej. Że to wstyd. A właśnie ta osoba robi krok w kierunku normalnego życia. Nie jest wstydem chcieć się wyleczyć. Nie patrzmy na nich jak na przysłowiowych wariatów. Nie przekreślajmy z góry tych, którzy nie zawsze potrafią myśleć racjonalnie. Albo tych, którym normalne funkcjonowanie umożliwiają leki. Wreszcie, zdobądźmy się na mały gest serdeczności w stronę tych, którym ani leki, ani terapia już nie pomogą. I dajmy szansę na normalne życie tym, którym choroba może na to pozwolić. Życie bez wytykania palcami.

Nie nazywajmy tych osób głupimi. To jest choroba. Czy gdyby nas samych ona dotknęła lub bliską nam osobę, czulibyśmy się dobrze, słysząc takie określenia? Tak jak każdy może zachorować na zapalenie wyrostka, tak samo każdego może dotknąć schorzenie natury psychicznej.

Ja też jestem takim „świrem”. Korzystam od pewnego czasu z pomocy psychologa. Bywa, że sporo mnie to kosztuje i wracam do domu chwiejnym krokiem, mimo że używek nie widziałam nawet na oczy. Bywa i tak. Ale mam nadzieję, że jest to dla mnie szansą na lepsze życie. Lepszą przyszłość. Takich „świrów” jest wokół mnie niemało. Właściwie całkiem sporo ich w moim otoczeniu. I może nawet z którymś z nich spędzę to nasze święto.

—————————————————————————————————————————————————–

Walentynkowa akcja na Deon.pl:

http://www.deon.pl/walentynki

—————————————————————————————————————————————————–

Wpis na prośbę Krzyśka z Pochwalony.eu

Święta będą

Jeszcze tylko chwila i będziemy dzielić się opłatkiem. Trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zabiegani robimy ostatnie zakupy, gotujemy, sprzątamy. W ferworze przygotowań zapominamy często, że w tych świętach nie chodzi o ilość prezentów pod choinką czy stół uginający się od jedzenia. Zapominamy o tym, aby wspólnie cieszyć się z Bożego Narodzenia. Narodzenia Boga. WSPÓLNIE.

Bóg chce wspólnoty w naszych rodzinach. Między innymi po to są święta – aby budować w naszym otoczeniu trwałą wspólnotę. I nieważne, czy choinka będzie stała bardziej na prawo, czy bardziej po środku – ważne, że będzie nasza, wspólna.

Może warto w czasie przedświątecznych przygotowań na chwilę się zatrzymać. Zrobić coś razem. Coś, co będzie nas łączyć. Nic w czasie przygotowań do świąt nie jednoczy tak, jak wspólne lepienie pierogów. Zwłaszcza, jeżeli robi się je dla dużej rodziny. A może ubrać razem choinkę? Każdy może znaleźć coś, co mógłby robić wspólnie z domownikami, przygotowując święta.

Przygotowując prezenty, nie musimy wyznawać zasady „zastaw się a postaw się”. Ważne, żeby robić to z sercem.

A po podzieleniu się opłatkiem – niech każdy nie patrzy w telewizor. Albo jeszcze gorzej – w kilka telewizorów czy komputerów, każdy w swoim pokoju, a nawet jeśli w tym samym, to duchem nieobecny. Wigilię mamy raz w roku i warto spędzić ją razem. Naprawdę razem. Zaśpiewajmy wspólnie kolędy przy wigilijnym stole, nie przejmując się umiejętnościami wokalnymi. Każdy chwali Nowonarodzonego tak, jak potrafi. Poświęćmy naszą uwagę tym, z którymi zasiądziemy do wieczerzy. Ale tak naprawdę, a nie zgodnie z regułą „jak się macie, bądźcie zdrowi”. Może akurat ktoś z naszej rodziny potrzebuje rozmowy, a my nawet o tym nie wiemy, bo nie potrafi nam sam powiedzieć o swoich kłopotach? A może by całą rodziną pójść na Pasterkę?

Boże Narodzenie można obchodzić na wiele sposobów. Wybór należy do nas. Życzę wszystkim, aby był on w tym roku właściwy.

Dobrej nocy!